sobota, 13 stycznia 2018

Rozdział IX

Sytuacja w jakiej się znajduję jest naprawdę trudna. Melanie powinna mnie zrozumieć, wiem jednak, że denerwuje się, kiedy ciągle odkładam w czasie rozstanie z Marisą. Nie pomaga mi to, że Hayboeck zniknęła, a potem wróciła i później płakała w moich ramionach. Do tego ostatnio ciągle mówi, że coś się wydarzyło w Nowej Zelandii. Naprawdę chciałbym wiedzieć o co chodzi, ale nie jestem przekonany, czy mi powie. Chciałbym jej jakoś pomóc i wreszcie widzieć, że jest szczęśliwa, ale... Wiedziałem, że to nie tylko Nowa Zelandia jest powodem jej smutku. Również zepsuty kontakt z rodziną, no i sytuacja ze mną. To wszystko było skomplikowane i naprawdę starałem się jakoś to wszystko naprawić, ale nie potrafiłem. Byłem tchórzem, bo bałem się powiedzieć Marisie, że z nami koniec, a ja tak naprawdę wciąż kocham Melanie.
Kiedy kolejnego dnia wychodzę z sypialni, dostrzegam Hayboeck rozciągającą się przy oknie. Jej koszulka unosi się nieco do góry i moim oczom ukazują się jej pośladki w czarnej bieliźnie. Przełykam głośno ślinę i chcę się uspokoić, ale moje ciało ma gdzieś to co racjonalne. Jest taka seksowna, że nie potrafię odciągnąć od niej wzroku. Kiedy się odwraca i uśmiecha do mnie, kolana mi się uginają. Tak bardzo chciałbym wziąć ją teraz w ramiona i kochać się z nią.
- Dzień dobry – wita się i obciąga w dół koszulkę, a potem wchodzi pod koc.
- Hej – mówię nieco niepewnie. Wzrok Melanie podąża wzdłuż mojego ciała i zatrzymuje się na kroczu. Przymykam powieki i wzdycham ciężko. – To... no wiesz. Zawsze rano tak jest.
- Jasne, Stef – uśmiecha się i odwraca wzrok ode mnie.
Nie jestem pewny, czy mi wierzy, ale tak czy inaczej nie ma to znaczenia. Dzisiaj sobota, więc Marisa na pewno nigdzie nie wyjdzie. Czemu akurat w taki dzień musiałem zobaczyć ją taką... pociągającą? 
- Zrobię śniadanie - odchrząkam i przechodzę obok niej. - Masz jakieś plany na dziś? 
- Dzisiaj się wyprowadzę, Stefek. Nie chcę dłużej siedzieć wam na głowie. Twoja dziewczyna naprawdę mnie nie lubi, a i ja czuję się strasznie źle. Ciągle chce mi się płakać i jestem słaba. Nie umiem też przestać o tobie myśleć - wzdycha, a ja od razu na nią patrzę. Czy ona postradała zmysły? Nie wypuszczę jej stąd! 
- Nigdzie nie pójdziesz - podchodzę do niej i siadam obok. - Nie, rozumiesz? Nie wypuszczę cię. Dokąd pójdziesz? 
- Nie wiem - szepcze i spuszcza wzrok. - Może... może spróbuję pojechać do Michiego? - podnosi wzrok i patrzy na mnie. W jej oczach szklą się łzy. 
- Nie płacz - mówię cicho i przysuwam się do niej. Delikatnie przesuwam swoją dłoń na jej policzek. Melanie uchyla usta i patrzy na mnie tymi swoimi dużymi oczami. 
Nie powstrzymam się, zaraz się nie powstrzymam. 
- Kochanie, czemu już wstałeś? 
Słysząc głos Marisy odsuwam się od Melanie i oddycham z ulgą. Gdyby moja dziewczyna przyszła chwilę później na pewno zastałaby nas całujących się. "Moja dziewczyna" brzmi dziwnie i czuję się źle z tym, że tak ją nazywam. Chciałbym już się od niej uwolnić, ale nie chcę jej zranić. Przecież nie zrobiła mi nic złego. W przeciwieństwie do mnie, cały czas była w porządku. 
- Chciałem zrobić śniadanie - odparłem, a Probst spojrzała na mnie niepewnie. 
- Więc dlaczego siedzisz z nią? 
- Daj spokój, Mari - podnoszę się i idę do kuchni. Cholera, mam ochotę ją rzucić. Nie znoszę jak mówi o Melanie, jak na nią patrzy... Ona nie zdaje sobie sprawy, że ją rani, a Hayboeck jest taka wrażliwa i delikatna. 

*

Leżę w łóżku przy Marisie. Próbowała się do mnie zbliżyć, ale ostatnio obiecałem Melanie, że nie zrobię tego. Było mi smutno, kiedy widziałem jak na mnie wtedy spojrzała, ale z drugiej strony... może sama mnie zostawi? Chcę być z Hayboeck, ale spędziłem tyle czasu z Probst. Nigdy nie mieliśmy problemów, zawsze się dogadywaliśmy i mało co kłóciliśmy. Może... może to źle? Może taki spokojny związek nie ma przyszłości? 
Wychodzę po cichu z sypialni i idę do Melanie. Na pewno też śpi, ale chcę chociaż na nią popatrzeć. Zawsze, kiedy nocowała u mnie, przytulała się mocno i nie chciała mnie puścić. Chciałbym znów to poczuć. 
- Idź spać, Stefan - mruczy, a ja aż podskakuję. Blondynka otwiera oczy i patrzy na mnie z uśmiechem. - Dlaczego nie chcesz mi pozwolić się wyprowadzić? 
- Nie chcę, żebyś odchodziła - szepczę, a dziewczyna się podnosi. Przeciera zaspane oczy i kręci głową. - Boję się, że znów mi uciekniesz. 
- Nie zrobię tego - łapie mnie za rękę i przysuwa się do mnie. - Za bardzo mi zależy. Nie wytrzymam drugi raz. 
- Co się stało w Nowej Zelandii? 
- Byłam w ciąży, Stef - mówi po dłuższej chwili. Patrzę na nią za zdziwieniem. Ale jak to w ciąży? Z kim? Kiedy? - Byłam w ciąży z tobą.
- Co? - podnoszę nieco głos, ale od razu się karcę. Nie mogę obudzić Marisy. 
- Byłam z tobą w ciąży. Zaraz po wyjeździe się zorientowałam. Byłam załamana tym co się stało. Poznałam potem Jamesa, który zadeklarował mi pomoc. Początkowo naprawdę mi pomagał, ale potem... - wzdycha. - Za pomoc i dach nad głową chciał seksu. Zgodziłam się, bo nie miałam co ze sobą zrobić i bałam się. Pewnego dnia... był brutalny, bardzo brutalny, a ja... poroniłam. 
Łapię się za głowę i staram się to wszystko pojąć. Jak to była ze mną w ciąży? Dlaczego ja nic nie wiedziałem? Dlatego nie powiedziała? Mogła wrócić... Cholera, teraz byśmy byli szczęśliwymi rodzicami. 
- Melanie... Ja... n-nie mogę - podnoszę się i szybko wracam do sypialni. Nie mogę zrozumieć co się stało i pojąć tego co mi powiedziała. 

Byłbym ojcem.