sobota, 22 lipca 2017

Rozdział VIII

Jestem zdenerwowana. Naprawdę miałam nadzieję, że Stefan zostawi dla mnie Marisę, ale z każdym dniem przekonuję się o tym, że nie stanie się to szybko. O ile w ogóle się na coś zdecyduje… Nie chcę tego w ten sposób, już wolę to zakończyć i wreszcie zrobić to co powinnam już dawno – wyprowadzić się od niego. Może wreszcie znajdę w sobie odwagę na zobaczenie się z braćmi. 
Idę w stronę sklepu, kiedy zaczyna padać deszcz. Nie chcę jeszcze wracać do mieszkania Stefana, chcę się uspokoić i przemyśleć to do końca. Kiedy przechodzę między wysokimi regałami, staję jak wryta, widząc jednego z moich braci. Alex sięga po paczkę orzeszków, a kiedy odwraca się w moją stronę robi zdziwioną minę. Wcale mnie to nie dziwi, nikt oprócz Lukasa, Stefana i Marisy nie wie o mojej obecności w Austrii.
– Melanie? – pyta, mrugając kilkakrotnie. Pewnie wydaje mu się, że jego mózg robi sobie z niego żarty. – Co ty tu robisz?
– Ja… wróciłam – mówię, niepewnie się uśmiechając i podchodzę bliżej do niego. Blondyn w pewnej chwili odsuwa się.
– Kiedy?
– Już… jakiś czas temu – odpowiadam nieco niepewnie. Nie mam pojęcia jak zareaguje, ale coś mi mówi, że nie wpadnie w moje ramiona.
– Dlaczego nie przyszłaś do domu?
– Bałam się – spuszczam wzrok. Jest mi tak strasznie wstyd… – Chciałam, naprawdę…
– Zostawiłaś nas! Mnie i Michaela w środku tej chorej sytuacji! Myślisz, że było nam łatwo? Wszyscy nas obwiniali o twój wyjazd. Wszystko przeszło na mnie, Mel…
– Przepraszam – wzdycham. – Nie dawałam już rady. Wiem, że to żadne wytłumaczenie, ale… nie potrafiłam tak dłużej. Miałam nadzieję, że Stefan mnie zatrzyma, że… pomoże, a on… uznał, że nic się nie dzieje – mówię, czując jak do oczu napływają mi łzy. Złość na Krafta przeszła mi już jakiś czas, ale kiedy myślę o tym, znów czuję to samo. Tym bardziej, że gdyby mnie zatrzymał, nie stałoby się tyle okropnych rzeczy tam w Nowej Zelandii.
– Ja nie mogę… nie chcę... – mówi, jąkając się. Odsuwa się jeszcze bardziej ode mnie. Wcale mu się nie dziwię… Mimo wszystko, Alex to strasznie wrażliwy chłopak i przeszedł niemal tyle co ja. Wiem, że musi to wszystko przemyśleć.
– Rozumiem – uśmiecham się niepewnie. Czuję się nieco inaczej przy nim. Pilnuję się, żeby nie powiedzieć czegoś nieodpowiedniego i nie czuję tej więzi, która kiedyś nas łączyła. Zepsułam wszystko. Psuję wszystko.
Nim wracam do mieszkania, mija sporo czasu. Nie mam najmniejszej ochoty na przebywanie tam. Nie znoszę tego, że Kraft nie potrafi się zdecydować. Nie chcę być tą drugą, a jeśli Stefan nie odejdzie od Marisy, nie chcę tego ciągnąć. Wolę odpuścić, niech sobie z nią będzie. Zrobię wszystko, byle byłby szczęśliwy, a z Marisą chyba jest.
– Nareszcie – słyszę, kiedy tylko wchodzę do mieszkania. – Gdzie ty byłaś? – dopytuje Kraft, a ja wywracam oczami.
– Widziałam się z Aleksem – odpowiadam i wzruszam ramionami. Trudno mi udawać, że wszystko jest w porządku, ale nie chcę robić zamieszania. Zresztą i tak widzę jak siedząca w salonie Marisa patrzy na mnie z uwagą. – Spotkaliśmy się w sklepie – dodaję.
– I co?
– Nic – odpowiadam i wchodzę do kuchni, gdzie siadam na jedno z krzesełek przy stole. Kraft od razu do mnie dołącza i patrzy zmartwionym wzrokiem, co wcale mi nie pomaga. Co najchętniej bym teraz zrobiła? Mam ochotę się do niego przytulić i powiedzieć o wszystkim, ale… nie mogę.  
– Melanie, co się stało?
– Nic się nie stało – odpowiadam, nawet nie patrząc na niego. – Przepraszam, że tak wybiegłam. Potrzebowałam chwili na przemyślenie tego… wszystkiego.
– I do czego doszłaś? – pyta, a ja wzdycham. Ciężko mi to powiedzieć, ale wiem, że tak będzie najlepiej.
– Musimy to przerwać – mówię szeptem. Tego jeszcze brakowało, żeby Marisa usłyszała. – Wyprowadzę się.
– Co? Nie, Mel, proszę – łapie mnie za dłoń. – Ja to wszystko załatwię, ale nie wyprowadzaj się, proszę.


*

Kolejnego dnia Kraft robi wszystko, żeby tylko odciągnąć moje myśli od przeprowadzki. Wiem, że chce mnie zatrzymać, ale ja nie chcę być tą drugą, nie chcę się nim dzielić z inną. W ich związku nie jest dobrze. Byłabym głupia, gdybym tego nie widziała, ale mimo wszystko chyba dalej była dla niego ważna. Nie mogłam przecież dłużej się tak zachowywać. Przecież nigdy taka nie byłam.
Kiedy siedzimy przed telewizorem, brunet przysuwa się do mnie i obejmuje. Jednak ja jestem konsekwentna w swoich postanowieniach. Odsuwam się, a później wstaję.
– Melanie – mówi, a ja nawet na niego nie patrzę, podchodzę do okna i wyglądam na zewnątrz. – Przemyśl to jeszcze. Gdzie pójdziesz? – pyta i podchodzi do mnie. Staje obok i wzdycha. – Ja… boję się z nią zerwać, jasne?
– Bo?
– Ojciec Marisy jest servicemanem w naszym teamie. Przecież on mnie zabije.
– Wielki Stefan Kraft boi się postawić komuś? – prycham. – Nie nalegam już, zrobisz to co będziesz chciał, a ja i tak się wyprowadzę. Nie mogę tu zostać.
– Melanie, proszę – obejmuje mnie, a ja zamykam oczy. Nie umiem mu odmawiać i to moja największa wada. Odwracam się do niego przodem i przytulam.
– Alex mnie nienawidzi – szepczę i czuję, jak ciało Stefana na moment się napina. – Jest na mnie wściekły… Nie dziwię mu się.
– Hej, ciii, Mel – brunet gładzi mnie po plecach. – Będzie dobrze, on musi sobie to wszystko poukładać. Kocha cię, to twój brat.
– Michael pewnie zareagowałby jeszcze gorzej – mówię, wtulając się jeszcze bardziej w chłopaka. Nie mogę przestać, to silniejsze ode mnie. – Ale on nic nie wie… Alex zresztą też. Oni nic nie wiedzą, nie wiedzą przez jakie piekło przeszłam w Nowej Zelandii. Nie zdają sobie sprawy, jak tam było. Żałuję ucieczki – odsuwam się od niego i patrzę w jego oczy. – Nie pozwól mi znów uciec, Stefciu.

***
Kraftboeck jest super. Prawie tak samo jak Perlen XD

Jestem! Wróciłam! Chociaż miałam nadzieję, że po Wiśle wena mnie rozwali, ale no niestety Krafcia nie było i jedynie ciągnie mnie do napisania czegoś szwajcarskiego (mój stalker, Killian "no stress" Peier i te sprawy XD). No, ale na razie udanie idzie mi odrzucanie tych myśli od siebie. Trzeba się przecież skupić na innych ff, które ciężko mi się pisze. Ważne, że jakimś cudem wena mi się odblokowała (haha, dzięki Gabi XD) i napisałam tu rozdział. Chociaż jakoś niespecjalnie mi się podoba, bo Melanie całkowicie mi nie wychodzi. Serio, miała być fajniejsza, a tu taka niezdecydowana panna :D 
Pozdrawiam Adę i Klarę, moje towarzyszki z Wisły! :D ;* 
Kolejny...  kiedyś będzie! Na razie to chyba czas nadrobić zaległości :D Ściskam! ;*