piątek, 9 czerwca 2017

Rozdział VII

Kiedy leżę w łóżku z Marisą, czuję się co najmniej dziwnie. Nie wiem jak się zachowywać, bo przecież dziś ją zdradziłem. Co więcej, zdradziłem z moją byłą dziewczyną, którą wciąż kocham, ale ani Marisa ani Melanie o tym nie wiedzą. To jest jakiś koszmar. Nie wiem co robić. Chcę zakończyć związek z Probst, ale nie chcę jej ranić, a wiem, że to nieuniknione. Najchętniej odkładałbym to bez końca. Nie mogę złamać jej serca. Mam nadzieję, że sama ze mną zerwie, kiedy tak się od siebie odsuwamy. Milion razy bardziej chcę leżeć teraz przy Mel… Przytulić ją i powiedzieć, że wciąż ją kocham.
Kiedy dostrzegam, że Marisa śpi, wymykam się cicho z sypialni. Nie mogę tam być, czuję się źle z tym, że ja zdradziłem, bo nie zasługuje na to. Zasługuje na kogoś, kto będzie jej wierny.
– Nie śpisz? – słyszę, kiedy siedzę w kuchni i piję wodę. Kiedy odwracam wzrok widzę Melanie, która siada obok mnie. – Coś się stało? – pyta po chwili. Niepewnie łapie mnie za dłoń i patrzy w oczy. W jej niebieskich tęczówkach widzę troskę.
– Nie mogę tam wytrzymać – mówię. – Zdradziłem ją…
– Żałujesz – bardziej stwierdza niż pyta. Odsuwa się ode mnie i spuszcza wzrok. – Przepraszam, ja to wszystko tylko niszczę. Kiedy przyjechałam, byłeś taki… szczęśliwy, a teraz… To moja wina.
– Nie, Mel – przerywam jej. – To nie jest twoja wina. W żadnym stopniu…
– Też tam byłam – odzywa się, a w jej oczach zbierają się łzy. Nie, nie, nie. Tylko nie to.
– Melanie… – przysuwam się nieco do niej. – Nie żałuję tego co się stało, tylko… zdrada to poważna sprawa, nawet jeśli między mną a Marisą jest słabo. Nie chcę jej ranić, a wiem, że będzie zraniona, kiedy tylko się dowie… Ale to chyba nieuniknione. Muszę stawić temu czoło.
– Zawsze byłeś kochany – szepcze i dotyka mojego policzka. – Nie chcę tylko… być tą drugą i boję się, że nic z tym nie zrobisz, a ja… ja chcę ciebie na wyłączność – uśmiecha się delikatnie i muska moje usta swoimi. Mimo, że Marisa może w każdej chwili tu przyjść i zobaczyć co się dzieje, nie mogę się oprzeć i całuję gorące usta Melanie.
– Siądź mi na kolana – szepczę, a kiedy blondynka robi to o co ją prosiłem, gładzę jej nogi. Jest piękna, kochana i… moja. Patrzy w moje oczy i nachyla się, by mnie pocałować. Mam w głowie obraz tego, co moglibyśmy teraz robić, ale to niemożliwe. Muszę się powstrzymać. – Muszę już iść do łóżka. Jeszcze chwila i będziemy mieć problem – kręcę głową, na co Melanie uśmiecha się zadziornie.
– Lubię takie problemy – szepcze i śmieje się cicho. – Wrócimy do tego jutro – oznajmia i zeskakuje z moich kolan. – Dobranoc, śpij dobrze – mówi i przytula się do mnie. Obejmuję ją szczelnie i całuję w czubek głowy. Mam nadzieję, że już niedługo nie będziemy się ukrywać.
– Ty też, dobranoc – mówię, ale nie wypuszczam jej. Nie chcę, bo kiedy trzymam ją w ramionach to jakby nic innego nie istniało. Melanie jest moim światem i zrobię wszystko, żebyśmy mogli znów być tym czym kiedyś. Tyle, że ja już nigdy nie pozwolę jej uciec. 


*

Melanie leży na kanapie, przytulając się do mnie. Cieszę się, że wróciła, ale byłbym jeszcze szczęśliwszy, gdyby wszystko było już dobrze. Całuję ją we włosy i uśmiecham się.
– Rozstań się z nią, Stef - mówi i patrzy na mnie. - Nie chcę tak...
– Obiecuję - szepczę. - Daj mi tylko czas, proszę. Nie mogę tak, Mel. Nie mogę jej tak po prostu zostawić.
– Dlaczego nie? - pyta, odsuwając się ode mnie. Jest zła.
– Nie chcę jej zranić
– I czego oczekujesz? Że będziecie przyjaciółmi? Stefan, co ty sobie wyobrażasz? - pyta, krzyżując ramiona. Sam nie wiem czego oczekuję, ale nie chcę kończyć tego w ten sposób. Nie potrafiłbym stanąć przed Marisą i powiedzieć, że to koniec, bo wolę Melanie. Problem jest w tym, że chcę mieć je obie przy sobie. Obie są dla mnie ważne, w jakiś sposób.
– Nie chcę... żeby była zła.
– Super – podnosi się. – Trzeba było mówić tak od razu – mówi zdenerwowana, kierując się do wyjścia. Co ona chce zrobić?
– Gdzie ty idziesz? – zatrzymuję ją przy drzwiach. Kiedy odwraca się do mnie, widzę w jej oczach łzy. Nienawidzę tego, ale nie wiem co mógłbym zrobić, żeby wszystko było jak powinno.
– Nie twoja sprawa – fuczy i wychodzi. Początkowo nawet za nią wychodzę i krzyczę, ale ta nic sobie z tego nie robi. Ucieka mi.
Zatrzaskuję drzwi i idę do sypialni. Melanie stawia mnie w trudnej sytuacji… Nie wiem co robić. Chcę być z nią i pragnę ją uszczęśliwiać, ale nie mogę zranić Marisy. Wiem doskonale, że wścieknie się i w ruch pójdą talerze. Mam nadzieję, że jak najdłużej będę mógł utrzymywać to tak jak jest teraz. Być może z Marisą mi się nie układa i nie potrafię jej dotykać w sposób, który to robiłem wcześniej, ale w jakimś sensie mi na niej zależy. Chociaż… może to tylko przyzwyczajenie?
Melanie długo nie wraca i zaczynam się martwić. Obawiam się, że może ode mnie uciekła. Przecież nie byłby to jej pierwszy raz… Nie, nie mogę nawet tak myśleć. Na pewno chce tylko to wszystko przemyśleć, a zaraz wróci i wszystko sobie wyjaśnimy, a potem wezmę ją w ramiona i wszystko naprawię. Muszę. 


***

Heej! Jeju, jak mnie dawno tu nie była. W ogóle dawno nie było mnie na blogu, który prowadzę sama :/
Cierpię trochę na brak weny, spowodowany pewnie brakiem skoków. Dlatego też ten rozdział jest taki krótki :/ Zimą pisze mi się milion razy lepiej, też tak macie? Powinnam trochę się spiąć z tym pisaniem, bo prawdopodobnie od września nie będzie mnie w Polsce, będę bez laptopa i Internetu (przez jakiś czas), więc raczej nie będę pisać :( Tak więc czas zbierać się i pisać ile wlezie XD
Lubię tego gifa, taki fajny pajączek :D 
Ściskam i do kolejnego ;****